Droga „zabawka” od amerykanów?

Jest umowa na Patrioty, zatem spekulacje na temat możliwych przeorientowań strategicznych możemy przynajmniej póki co odłożyć ad acta.

Parę uwag:

1. Dostajemy system przeciwrakietowy z cokolwiek fakultatywną funkcją przeciwlotniczą. Pociski PAC-3 MSE są bardzo drogie — sztuka kosztuje ponad 6 milionów dolarów, będzie ich ledwie 208. Można dokupić dowolnie wiele, ale cena zbija z nóg. Dla porównania — pocisk powietrze-powietrze AIM-120C-7 AMRAAM dla F-16 to jakieś 1,2 miliona dolarów, starszej generacji pocisk głównie przeciwlotniczy systemu Patriot, GEM-T (którego nie kupujemy) — jakieś dwa miliony. W tej sytuacji nie ma opcji efektywnego odparcia przeciwnika działającego kilkoma-kilkunastoma eskadrami WSB i bombowców taktycznych, stosującego zakłócenia i pozorację. Jeden dzień działań i OPL zostałaby bez środków ogniowych, nawet jeżeli zestrzeliłaby kilkadziesiąt maszyn wroga. Z drugiej strony taki system traktowany jako OPR nadaje się nieźle do wojny hybrydowej, w której zmasowane działania lotnictwa nie występują, ale rakiety latać mogą (można je przecież kupić w każdym sklepie z militariami).

2. Druga faza jest niepewna i być może nawet niekonieczna. Amerykanie mieliby pozycję dyktatu w rozmowach. Trzeba iść w Narew, najlepiej na bazie MEADSa i pocisków CAMM-ER (a może w przyszłości EER = Extended Extended Range, opracowany z udziałem krajowego przemysłu), dziękując raczej grzecznie za SkyCeptora.

3. Offset symboliczny, ale znów — szczęścia trzeba szukać przy Narwi, rozmawiając z Włochami i Brytyjczykami, nie Amerykanami. Albo dokupić chińskie HQ-9 z transferem technologii, a co!

z20762408Q,Donald-Trump-na-spotkaniu-z-Kongresem-Polonii-Amer